KARCZMA POD KOGUTKIEM, REPORTAŻ ŚLUBNY MAKÓW PODHALAŃSKI - GOSIA I RAFAŁ

Przedsylwestrowa sobota w najdłuższy bo kończący się dopiero za rok poświąteczny weekend. W Krakowie o godzinie ósmej rano minus trzy stopnie celsjusza na termometrze i kompletny brak śniegu. Na szczęście kilkanaście kilometrów dalej i tylko godzinę jazdy samochodem później jest stopni minus dziesięć, mega biało i do tego słońce. Maków Podhalański stanął na wysokości zadania i przygotował piękne otwarcie dnia i warunki do stworzenia niezapomnianego reportażu ślubnego Małgorzaty i Rafała. Zdjęcia rozpoczęliśmy w domu rodzinnym Rafała, gdzie przy zakładaniu marynarki, spinek i muchy asystował Tato Pana Młodego. Przed wyjazdem do Gosi odbyło się też pełne emocji błogosławieństwo. O godzinie jedenestej, zachwycony widokami pokrytych śniegiem pagórków Bystrej Podhalańskiej, dotarłem do Jordanowa i zapukałem do drzwi Gosi. Było mi bardzo miło po raz kolejny spotkać rodziców Gosi. Poznaliśmy się na ślubie jej siostry Magdy z Mateuszem, dwa lata wcześniej - czas szybko leci. Wszystkich, którzy chcieliby przypomnieć sobie co się wtedy działo, zapraszam tutaj. Makijaż w mistrzowski sposób wykonała Iwona Miernik. Siostry z minimalną pomocą Mamy świetnie poradziły sobie z ubieraniem sukni ślubnej i dodatków. W mieszkaniu przybyło jeszcze kilka osób i rozpoczęło się błogosławieństwo.

Ceremonia zaślubim odbyła się w Kościele Przemienienia Pańskiego w Makowie Podhalańskim. Przemiła atmosfera w zakrystii, piękne kazanie, chóralne śpiewy scholi i najważniejsze sakramentalne TAK. Promienie zachodzącego słońca towarzyszyły nam w drodze do Domu Weselnego Pod Kogutkiem w Krzywaczce. Gosia i Rafał zostali przywitani chebem i solą, wyrzucili w górę kieliszki z szampanem, przyjęli gorące życzenia i prezenty od gości weselnych, zatańczyli pierwszy taniec tym samym otwierając parkiet. Zespół weselny rozbawiał gości weselnych serwując zabawy i pokazując swoją wszechstronność w wynajdywaniu przebojów wywodzących się z różnych gatunków muzycznych. Gdyby nie Mateusz jego wrodzona, a moja ulubiona mimika twarzy i talent wodzirejski impreza ta nie wyglądałaby tak samo. Myślę, że "by the end of the day" Mateusz zasłużył na podwójny zestaw ratunkowy. Cieszę się bardzo, że mogłem być tam z Wami w tych najważniejszych chwilach Waszego życia. Zapraszam do oglądania, a po dużo więcej zdjęć do strefy klienta z hasłem z mojej wizytówki.